Dobra ekipa remontowa, to taka, która pracuje solidnie, dokładnie, zgodnie z ustalonymi terminami i budżetem. Na koniec wszystko ładnie posprząta i nie pozostawi powodów do narzekania.

Pytanie, skąd taką wziąć?

Najpewniejsza droga do porządnej ekipy remontowej wiedzie przez pocztę pantoflową. Każdy z nas ma jakiś znajomych, którzy właśnie wykończyli mieszkanie, albo remontowali coś w domu i korzystali z pomocy fachowców. Warto zapytać, czy mogą z czystym sumieniem taką załogę polecić, czy mieli z nimi jakieś problemy, jak się rozliczali, itp.

Na samym początku należy zaprosić „majstra” do naszego mieszkania i wyłożyć mu cały zakres prac, który będzie w danym miejscu do zrobienia. Porządny fachowiec zrobi pomiary, a następnie przedstawi kosztorys prac. Tutaj należy pamiętać, że do robocizny, należy dodać koszty materiałów. Wielu fachowców ma „swoje hurtownie”, w których mają wszelakiej maści rabaty na towar. Większość z nich jest też przyzwyczajona do konkretnej marki kleju, zaprawy, farby, itp. W tym miejscu należy uściślić, czy zdobycie materiałów zlecamy ekipie, czy zrobimy to sami (ta druga opcja nie musi się nam opłacać, ponadto nie każdy zna się na rodzajach szpachli).

Solidna firma z pewnością będzie chciała podpisać umowę i pobrać zaliczkę. Umowa ma swoje dobre i złe stron. Z tych dobrych, to z pewnością możliwość egzekwowania terminów, „poprawki do skutku” oraz przestrzegania budżetu, z tych gorszych, to z pewnością bez umowy można wynegocjować lepsze ceny, no i negocjować koszty po wykonaniu prac.

Im solidniejsza i sprawdzona firma, tym droższa i bardziej rozchwytywana, przez co możemy czekać nawet pół roku na remont.

 

Druga opcja, to wybór w ciemno, że aż „na czarno” 😉

Tutaj nie mamy nikogo, kto daną ekipę by polecił. Nie wiemy, czy są to fachowcy, czy „Janusze inżynierii”. Nie dostaniemy też z pewnością umowy..

Czy warto z takich ekip korzystać? To zależy jak głęboką masz kieszeń i jak bardzo lubisz ryzyko. Co ciekawe, wiele można wyczytać z człowieka już przy pierwszym spotkaniu. Jeśli przyjdzie zarośnięty „Pan Mietek”, gdy będziesz mu opowiadał jakie to płytki wybrałeś do łazienki, ten pójdzie „na fajkę” na balkon, a zapytany o kosztorys powie sławetne „Dogadamy się”, to wycofuj się jak najprędzej!

 

Teorię mamy z głowy, może teraz troszkę z autopsji..

Może od razu powiem, że jakimś dziwnym zrządzeniem losu skorzystaliśmy z opcji nr. 2.

Przy wykańczaniu naszego mieszkania niezwykle wiele pracy zawdzięczamy mojemu Tacie. Tak się składa, że pracuje on w firmie OWA Polska, która zajmuje się płytami gipsowymi, sufitami podwieszanymi, itp. co daje mu dostęp do wielu budów, remontów, a tym samym ekip remontowych.

Pierwszym „majstrem”, który nas odwiedził był znajomy mojego Taty. Może nie był to typowy „Mietek”, ale wrażenie zrobił dość kiepskie. Co prawda pomierzył wszystkie pomieszczenia, zapoznał się ze wszystkim co jest do zrobienia i wycenę robił w domu, a nie na kolanie, ale miał jeden poważny defekt… Otóż na większość pytań z serii „A jak się to teraz robi?”, „Jak mają inni?”, „Jak powinno to być zrobione?”, odpowiadał „To zależy od klienta.”… Serio?!

Akurat tak się złożyło, że „na dniach” Tata zawoził towar na jakąś budowę i tam zgadał się z majstrem ekipy remontowej.

Załoga dzieliła się na dwa fachy (albo my ich tak podzieliliśmy?) – szpachlarzy i płytkarzy, a każdą z ekip prowadził jeden z braci.

Na początku wpuściliśmy szpachlarzy do mieszkania. Prace nadzorował Tata, bo akurat żony i mnie nie było na miejscu. Reasumując, Panowie wparowali do mieszkania w piątek po południu, a w poniedziałek rano miałem mieszkanie wyszpachlowane, wyszlifowane i zagruntowane sufity i ściany. Może mimo kilku niedoróbek przy oknach, to jestem z nich całkiem zadowolony.

Koszt ok 12zł za m2 za całość prac – jak na Poznań – tanio.

 

Za kilka dni wparowała druga ekipa.. a w zasadzie jeden „fachman”. Podobno doświadczony, ale niesprawdzony, bo pracował bodajże drugi miesiąc u tego pracodawcy..

Pan układał płytki w korytarzy, na balkonie, w kuchni i na podłodze w łazience. No cóż, płytki się trzymają, nie są położone krzywo, ale detale .. Na przykład płytki na „opasce” nad blatem kuchennym mają lekki wzór – u dołu są ciemniejsze, u góry jaśniejsze. Nasz majster chyba tego nie zauważył, bo ułożył w losowym układzie. No i narożnik.. kąta 90 stopni to on nie widział i docinka na widoku .. Ponadto przez jeden dzień prawie nic nie zrobił, bo czekał, aż ustalimy układ płytek w kuchni ..

płytki w korytarzu

Ściany w łazience na deser zostawił sobie sam szef ekipy..

Tutaj też nie sądzę, aby którakolwiek ze ścian była prosta, o kątach nawet nie wspomnę.. Ale najbardziej rozbroiła mnie historia z wanną…

Wnęka przeznaczona na wannę ma 176cm, kupiliśmy zatem wannę 170cm. Co się okazało? Po ułożeniu płytek wanna się nie zmieściła! Nasz „majster-szef”, który podczas pracy klął na budowniczych, że ściany krzywe postawili, zamiast je wyrównać – równał płytki nadkładając kleju.. stąd z 6cm miejsca zrobiło się -2cm. Wannę co prawda zamontował.. ale kosztem wycinanki w płytce. Nie denerwowałbym się tym zbyt mocno, gdyby nie dwa fakty:

  1. miało być tak: w razie jakbyśmy chcieli zmienić wannę na prysznic, demontujemy stelaż, wywalamy wannę i wystarczy zamontować kabinę – teraz mamy dziurawe płytki, więc odpada „szybkie rozwiązanie”
  2. koszty kleju zostały potrojone

Koszt 3000zł za wszystko – jak na Poznań – b. tanio.

Wnioski:

  • trzeba uważać, komu się zleca remont w mieszkaniu
  • nawet „zaufana” firma potrafi co nieco „spartolić”
  • umowa z pewnością wymusza poprawki
  • przed rozpoczęciem pracy wszystko ustal z majstrami, żeby nie mieli przestoju w robocie, albo dali się ponieść własnej twórczości
  • czasem nie warto sugerować się tylko ceną

 

Jakby nie patrzeć, wybór ekipy remontowej przypomina trochę grę w „sapera” – nie wiadomo, czy nie trafi się na minę 😉 Warto więc zasięgać języka i wyciągać tyle kontaktów i opinii ile tylko się da. Powodzenia!

No votes yet.
Please wait...